Skip to content

HerbatkaPrzedSnem znów zaskakuje swoją nową EP-ką!

Po dość długim czasie oczekiwania od zapowiedzi, TeaBeforeSleep zaprezentował nam swoje nowe wydanie. Kuba już w maju 2020 roku zachwycił nas znakomitą EP-ką – „Snowdrop”, która była wielkim muzycznym zaskoczeniem. Dopracowana produkcja i zapadające w pamięć melodie, żywość, pozytywna energia – aż czuć było zapach lata i włożone w to serce! Tym razem przyszedł czas na coś bardziej magicznego i melancholijnego – oto „Waniliowy deszcz”.

Chyba nikt do końca nie spodziewał się tego, co dostaliśmy. Po ostatnim wydaniu poprzeczka została ustawiona wysoko, ale finalne dzieło Kuby Ambroziaka jest czymś zupełnie niespodziewanym – otóż poza najwyższej próby ścieżkami instrumentalnymi otrzymaliśmy cały minialbum zupełnie po polsku!

Krążek otwiera intro „Abonent Chwilowo Niedostępny”. Dalej słyszymy „Krew Zmieszaną z Apatią” ft. Anya, track bardzo nastrojowy, spokojny i melancholijny. Tekstowo to bardzo wysoki poziom – wokal poetycko opowiada o niespełnionej miłości.

Zamknąć oczy chcę, lecz nie mogę zasnąć
Dookoła zmierzch zmieszany z nostalgią.
Wszystko traci sens, łącznie z wyobraźnią
Dookoła krew zmieszana z apatią.

Jakub Ambroziak, Anna Auguściak – Krew Zmieszana z Apatią

Dalej jednak jest już dużo weselej: „Alegoryczny Taniec” to prosta, ale jakże energiczna piosenka. Utwór prowadzą bass i perkusja, zachęcające jeszcze bardziej do tytułowego tańca. „Wiśniowy Posmak” z kolei to jesienna ballada z krwi i kości – aż tonie w melancholii, przywołuje na myśl jesienny wieczór: ciepły kocyk na kolanach, za oknem deszcz, a w głowie tylko nękające wspomnienia końca lata. Zaraz jednak zostajemy wyrwani z marazmu – przez „Sterowce na Wenus”, największe zaskoczenie albumu. Łączy on w sobie wszystko: funkowe wokale, gitarowe riffy na przesterze i ogromną dawkę energii. „Polimorfia Łez” znów uspokaja ton płyty: świetnie łączy hip-hopowy styl wokalny z bogatą w syntezatory instrumentalizacją. Na zakończenie dostajemy małe outro – „Waniliowy Deszcz”, który idealnie spaja wszystko w całość. Bardzo fajnym zabiegiem są wymienione w nim w różnych kontekstach nazwy wcześniejszych utworów, jak też może – kto wie – nazwy następnych, planowanych kawałków Jakuba?

Cała płyta jest więc zupełnie inna niż poprzednik – dość tajemnicza, stonowana i melancholijna. Produkcja jak zwykle stoi na bardzo wysokim poziomie, stylistycznie utwory biorą dużo z polskiego jak i zagranicznego alt-rocka i bedroom popu. Nie ma co jednak porównywać jej do niczego innego – jest to coś, czego samemu trzeba doświadczyć, w czym trzeba się zanurzyć i czemu trzeba dać się pochłonąć – najlepiej w całości!

Ocena:

Rating: 5 out of 5.

Jeszcze raz koniecznie! Coś czuję, że niedługo będziemy tego słuchać w radio. A teraz nie zabieram Wam więcej czasu – posłuchajcie „Waniliowego Deszczu” i polecajcie go komu się da!

Published inrecenzje

Be First to Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: