Skip to content

Minimoog

Czy kiedykolwiek marzyłeś o tłuściutkich basach? Ostrych i przeszywających leadach? Chyba lepiej trafić nie można. 😉

Rok 1970. Istny cud w świecie syntezatorów. Nowy instrument ze stajni dr Roberta Mooga ujrzał światło dzienne. „Minimoog” był bardzo przenośny, łatwy do nabycia oraz  stosunkowo tani jak na swoje możliwości (w 1974r. kosztował $1595). Nasza mała bestia oferowała:

  • Sekcję trzech oscylatorów z sześcioma przebiegami fali każdy
  • Generator szumów (różowego oraz białego)
  • Legendarny filtr drabinkowy z kontrolą ADSR
  • Obwiednię ADSR dla amplitudy sygnału
  • Analogowe LFO
  • Możliwość wprowadzenia zewnętrznego sygnału

Oraz wiele wiele innych!

Minimoog cieszył się gigantyczną popularnością i nie przestaję do dziś! Co najlepsze, jest bardzo uniwersalnym syntezatorem, daje radę i udziela się w niesamowitej ilości gatunków muzycznych, możemy kojarzyć go z muzyki hip-hop. Często pojawiał się w roli bardzo wysokiego piszczącego leadu.

W różnych odmianach rocka często pojawiał się jako instrument solowy. Dobrym przykładem jest outro utworu Pink Floyd  “Welcome to the machine”.

Świętej pamięci król popu również regularnie korzystał z Minimooga, głównie w formie mięciutkich linii basowych, perfekcyjny przykład i poradnik jak odwzorować jego brzmienie znajdziecie tutaj:

Jako finał, pozwolę sobie na małą autopromocję 🙂 Wszystkie syntezatory to właśnie różne brzmienie Minimooga!

Ta różnorodność perfekcyjnie podkreśla elastyczność i ciekawe brzmienie.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o „filtrze drabinkowym” wynalezionym przez Georga Campbella i pośrednio Wilhelma Cauera , Ten klasyczny element stosowany jest w urządzeniach Mooga do dziś. Cechuje go niesamowita muzykalność, przy kręceniu gałką „cut-off” można wręcz poczuć całym sobą ten cudowny proces.

Z reguły posiadał dwa rodzaje filtracji (LowPass/HighPass) oraz potencjometr kontrolujący rezonans filtra. Był budowany na bazie nowoczesnych (jak na lata 70) tranzystorów. Niestety nie dane mi zanudzać o fizyce i mechanice, dlatego każdego zainteresowanego zapraszam tutaj:

Osobiście to jeden z moich ulubionych syntezatorów, Firma Moog do dziś produkuję re-edycje Minimooga (około 15-20 tyś. złotych) niestety stracił klimat. Jest bardziej dopracowany i mniej się rozstraja. Przez co jest uboższy o to co czyniło go “vintage”. Jest niezastąpiony jeżeli chodzi o funkowe linie basowe i potężne, skąpane w pogłosach dolne partie.

Na pewno nie da rady taniej?

Tutaj z pomocą przychodzi nam firma Behringer. Niedawno stworzyła ona replikę 1:1 kultowego instrumentu dr. Roberta. Jest zbudowana na praktycznie tych samych komponentach co „stary dobry Minimoog” włączając w to kultowy filtr drabinkowy. Różnica w brzmieniu jest niesamowicie niewielka. Różnica w cenie? Diametralna, podstawową wersję desktop można kupić za około 1400 złotych . Niektórzy nawet mówią że brzmi bardziej „vintage” niż oryginalna re-edycja. Kto wie?

Jeżeli zaciekawił cię ten artykuł to zachęcam Cię do spróbowania swoich sił z minimoogiem samemu! Minimooga możesz ograć na kilka poniższych sposobów:

A wiedzę jak się do niego zabrać znajdziesz tutaj:

Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w następnym artykule!

2 komentarze

  1. Świetny artek, super się czyta, dzięki!

    Ten Comptonowy piszczący motyw zawsze mnie denerwował w hip-hopie, jestem wrażliwy na wysokie dźwięki najwyraźniej.. 🙂

    Za to przypomniałeś mi o „Welcome to the Machine” Floydów.. Boże jaki ten utwór jest popieprzony.. Czysta psychodelia.. Ryje beret nawet po tylu latach, obłęd. Zarazem piękne choć z drugiej strony ostro niepokojące.. Moog tutaj zdecydowanie zrobił robotę, choć oczywiście jest tylko częścią kompozycji..

    Chętnie dowiedziałbym się więcej o tym jak korzystać z parametrów często spotykanych w syntezatorach tak aby kształtować ich brzmienie nie robiąc tego na czuja. Kiedyś można by zrobić porównanko mojego microKORGa i Twojego Behringera Model D. 🙂

    Dzięki raz jeszcze, do następnego! 🙂

  2. Naprawdę ładnie napisany artykuł. 🙂 Czytając go i oglądając zamieszczone filmy poczułem się, jakbym na chwilę przeniósł się do czasów projektowania tego wspaniałego instrumentu. Niesamowite.

    Zdecydowanie jest to instrument, który zasługuje na dużo uwagi dzięki swym ciepłym, jak również tym całkowicie lodowatym, brzmieniom. Wielu wybitnych artystów, jak choćby zespół Kraftwerk, czy Andrzej Korzyński, udowodniło, że MiniMoogiem można zdziałać cuda. 🙂

    Myślę, że przy wtyczkach VST warto byłoby wspomnieć o naprawdę dobrze zaprogramowanym MinimogueVA grupy Voltkitchen, którego osobiście używam w swoich produkcjach od 2016 roku. Wtyczka ta jest całkowicie darmowa, a obok emulacji tradycyjnego MiniMooga dodaje także możliwość grania polifonicznego, dzięki czemu staje się już do pewnego stopnia PolyMoogiem. 🙂

    Bardzo ciekawy pomysł na wykorzystanie MiniMooga w autorskiej kompozycji – to brzmienie po prostu zawsze „robi robotę”, daje poczucie robienia czegoś klasycznego, a przede wszystkim nadaje niespotykane brzmienie tworzonym utworom. Co najważniejsze – w Twoim kawałku słychać tą charakterystyczną magię, którą są w stanie stworzyć tylko instrumenty Mooga. To jest super. 🙂 Osobiście zdecydowanie polecam dalsze wykorzystywanie tych syntezatorów. 🙂

    Bardzo chętnie przeczytałbym również artykuł o PolyMoogu, który też ma ogromny wkład w muzykę. Jego potężne możliwości są zresztą naprawdę bardzo interesujące.
    Z kolei z innych instrumentów, bardzo chętnie przeczytałbym artykuł o tzw. pianie Fendera, czyli o Fender Rhodes. Mimo, że nie jest on syntezatorem w sensie dosłownym, to jego możliwości sprawiają, że do pewnego stopnia zachowuje się w ten sposób. 🙂 Zresztą, jego brzmienia po prostu nie da się pomylić z niczym innym, podobnie jak w przypadku instrumentów Mooga. 🙂 Riders On The Storm zespołu The Doors doskonale wykorzystuje piano Fendera.

    Pozdro! 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: