Skip to content

Po co orkiestrze dyrygent?

Teoria i ćwiczenia to jedno, ale są zakulisowe rzeczy związane z tworzeniem i wykonywaniem muzyki, o których warto wiedzieć, żeby lepiej zrozumieć techniczne elementy bycia wykonawcą – a przede wszystkim, żeby lepiej zrozumieć problematykę twórczego podejścia do kreowania dźwięków. Oczywiście w trio rockowym, czy jazzowym nie ma dyrygentów – jednak najczęściej jego uproszczoną funkcję przejmuje jedna osoba, bo w każdej grupie ludzi mającej wspólny cel musi być ktoś, kto do tego celu ich przekona i doprowadzi. Oprócz osób zainteresowanych muzyką, mam cichą nadzieję, że ten artykuł dotrze do choćby kilku, które nigdy nie tknęły i nie zamierzają tknąć żadnego instrumentu.

Jak go widzą

Wielokrotnie podczas rozmów – nawet od ludzi mniej lub bardziej związanych z muzyką – słyszałem stwierdzenie, że w zasadzie nie wiadomo, co robi dyrygent w sali koncertowej, i dlaczego w XXI wieku nadal potrzebny jest ktoś, kto stoi przed orkiestrą i „małpuje” – w dodatku plecami do publiczności.

Mało tego – ostatnio kolejny raz dotarło do mnie stwierdzenie, że: „dyrygent w zasadzie nie jest potrzebny i jest to tylko pewna konwencja wynikająca ze snobizmu i otoczki związanej z wykonywaniem muzyki poważnej”.

Pomyślałem, że warto, choćby z szacunku do tytanicznej pracy, jaką wykonują orkiestry, żeby dostarczyć słuchaczom coś na najwyższym poziomie, spróbować to opisać i upublicznić.

Pomińmy na początku kwestie artystyczne, a skupmy się na czysto technicznych.

Wzór do naśladowania

Wyobraźmy sobie, że zostaliśmy zebrani w sali koncertowej w grupie 50-osobowej i podzielono nas na 5 sekcji po 10 osób.

Każda sekcja ma swój oddzielny tekst – zbiór słów/zdań do wypowiedzenia w odpowiednim momencie, z odpowiednim tempem, natężeniem głosu, emocją i akcentem. I co gorsza każdy z naszej sekcji musi wypowiedzieć swój tekst w taki sam sposób – mając jednocześnie świadomość, że wypowiedziane teksty wszystkich sekcji razem wziętych MUSZĄ tworzyć jedną spójną całość.

Nie możemy się „rozjechać”, nikt się nie może spóźnić, ani wybić przed szereg przypadkiem.

A co jeszcze straszniejsze, wszystkich wykonawców jest na tyle dużo, że ciężko będzie nam się zorientować podczas wykonania, w którym miejscu swojego tekstu są inne sekcje, bo najpewniej ich nawet nie usłyszymy, albo będziemy słyszeć bardzo słabo.

I jest to w zasadzie odpowiedź na to, jaką podstawową funkcję spełnia dyrygent.

Wielka odpowiedzialność

Zanim muzycy założą fraki i poczują tremę przed występem, oprócz tego, że muszą nauczyć się swoich partii i zrozumieć całą kompozycję, muszą nauczyć się grać wspólnie, w jednolity sposób. A jak wiadomo w kilkudziesięcioosobowej grupie solidnie wykształconych w temacie ludzi każdy będzie miał swój własny pogląd na to, jakby chciał to zrobić.

Dlatego potrzebują kogoś, kto przekona ich, jak to robić właściwie (w jego mniemaniu) i będzie pierwszym odbiorcą gotowego wykonania.

Dlatego ogrom pracy i odpowiedzialności jaka ciąży na jednym tylko dyrygencie sprawia, że jest to najprawdopodobniej najtrudniejsza i najbardziej wymagająca profesja w świecie muzycznym.

Mało tego, że musi wiedzieć o utworze dosłownie wszystko (a orkiestry najczęściej nie grają Białego Misia składającego się z pięciu akordów), to musi mieć pomysł na to, jaki dźwięk ma wydać dany instrumentalista – agresywny, łagodny, cichy, głośny – i powinien mieć wizję jak ma to zabrzmieć wszystko na raz (pomijając fakt, że musi to wszystko słyszeć podczas wykonania, żeby móc korygować błędy jeszcze na próbach).

Musi też znać konwencje danej epoki, żeby zbliżyć się do zamysłu kompozytora – albo świadomie od niego odbiec i przekonać kilkudziesięciu ludzi do tego, że jego wizja jest odpowiednia i jest właściwym człowiekiem do tego, żeby decydować o tym, jak ktoś po kilkunastu latach edukacji muzycznej ma zagrać.

Tak w sporym skrócie wygląda to, co robi bezużyteczny dyrygent.

Pomijając kwestie techniczne, które opisałem w olbrzymim skrócie, jest to przede wszystkim praca twórcza. Przecież nie wiadomo, co Mozart miał na myśli pisząc „głośno, szybko, żwawo”, więc musimy to sami zinterpretować, a zapis nutowy posiada znacznie więcej informacji niż wysokości dźwięku jaki ma zagrać dany instrumentalista.

Pytanie jak go zagrać i dlaczego akurat tak?

Be First to Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: