Skip to content

ProgRockFest

ProgRockFest. W Legionowie?!? Wow! Moje serce mocniej zabiło, gdy kilka lat temu, na słupie ogłoszeniowym przy szkolnej „jedynce” przyuważyłem charakterystyczny czarno-żółty napis. Dla wychowanego na Pink Floyd i King Crimson, relatywnie świeżego jeszcze legionowianina, nie mogło być przyjemniejszej wiadomości. Lecz choć rock progresywny leżał na orbicie moich muzycznych zainteresowań, to nie wiedziałem wtedy jeszcze, jak wspaniała podróż przede mną.

No więc poszedłem. Przede wszystkim na gwiazdę tamtej edycji, czyli Collage. Nie to, że mam wszystkie płyty (ba! nie mam żadnej!), ale zespół znałem z audycji Piotrów: Kaczkowskiego i Kosińskiego oraz nieodżałowanego Tomasza Beksińskiego, więc bardzo chciałem zobaczyć Collage na żywo. Jednakże to Trettioåriga Kriget (Wojna Trzydziestoletnia) podbiła moje serce. Oprócz tego, że Szwedzi używali częstszych zwykle w progrocku akordów molowych, grali również w durr. A to w połączeniu z ich bezlitosną radością grania (lata spędzone na scenie i doświadczenie robią swoje), wyrwało z siedzeń kontemplacyjną zazwyczaj, progrockową publiczność.

I tak było co roku. Co roku zjawiał się jakiś band, który wyrywał z butów. Co roku poznawałem nowy zespół, o którego istnieniu nic nie wiedziałem, a który zostanie ze mną pewnie do końca życia…

Mikołaj Madejak o rocku progresywnym

Nie będę opisywał wszystkich festiwalowych wystąpień. Powiem tylko, że w muzyce szukam przede wszystkim radości i wzruszeń, czyli ładnych melodii i ciekawych pomysłów. Gdy do tego muzycy potrafią jeszcze mocniej szarpnąć za struny, to jestem w siódmym niebie. I takie zespoły znajduję na ProgRockFest. Nie wszystkie podobają mi się jednakowo, natomiast zawsze trafiają się prawdziwe klejnoty: wspomniany Trettioåriga Kriget, nasz rodzimy Lizard, czy kanadyjski Mystery… ech… to był żywioł! I to jest to, czego szukam: bogactwo aranżacji, ze świetnymi melodiami (w tym piękne ballady) i perfekcją wykonania wcielonych, scenicznych lwów.

Tegoroczna, VI już edycja ProgRockFest, organizowana przez Legionowo Live Art Mikołaja Madejaka, po roku przerwy odbyła się w skróconej, jednodniowej formule, późnym latem a nie wczesną wiosną, jak było to do tej pory. Miejsce: Sala Widowiskowa w budynku Ratusza Miejskiego w Legionowie, pozostało bez zmian. Bardzo cenię sobie tę lokalizację, ponieważ jest blisko i można wygodnie usiąść (nie lubię stać na koncertach). Jeśli zaś chodzi o jej akustykę, to chyba jest niezła, skoro nawet w ostatnich rzędach słychać wciskanie przycisków przesterów przez gitarzystów.

Nie zawsze jednak jest super: świetny tegoroczny koncert Let See Thin, w mojej opinii mógł być rewelacyjny, gdyby perkusja (skądinąd też kapitalna) dawała się przebić linii gitary basowej. Nie był to problem tylko tego zespołu, gdyż takie same odczucia miałem i przy The Broken Bridges i słuchając zespołu Wojciecha Ciuraja, gdzie aż prosiło się o więcej basu, patrząc jak fenomenalna Klaudia Wachtarczyk śmiga po jego gryfie.

Tej bolączki nie było jedynie podczas występu Starless. Z prostego względu: nie było tam ani perkusji, ani gitary basowej. W ogóle instrumentarium było raczej nietypowe jak na progrock: elektryczna wiolonczela i takież skrzypce, fortepian (czy też inny rodzaj elektrycznego piana) oraz gitara klasyczna. W połączeniu z pięknie wyśpiewanymi miłosnymi opowieściami, występ (lub recital, a może nawet performance) był inny od dotychczasowych. Mogło się podobać i się podobało.

Teledysk Let See Thin

W tym roku zostaje ze mną Let See Thin. I to jest największa dla mnie wartość festiwalu: co roku poznaję coś nowego i zachwycającego, zespół do którego być może nigdy bym nie dotarł, zważywszy jak wiele rzeczy powstaje wokół.

Zaopatrzony w płyty, podróżuję więc dalej przez krainę przestrzennych syntezatorów wymieszanych z wykręconymi ogniwami rytmicznymi. Krainę ciężkich gitar, potężnych i łagodnych brzmień orkiestrowych. Niezwykłych struktur harmonicznych, suit, sonat, fantastycznych, mistyczno-filozoficznych pejzaży. Podróżuję w nieznane, ciesząc się, że podróż jest tuż obok.

Do zobaczenia za rok!

Aha, Muzyka w legionowskim jest jednym z patronów medialnych wydarzenia. 🙂 Natomiast transmisję z ProgRockFest 2021 można obejrzeć tutaj.

„Nie jestem progrockowcem z krwii i kości, jeszcze nie trafiłem na ProgRockFest, ale cholernie żałuję, że ominął mnie występ Amarok w Legionowie. Ich muzyka jest obłędna!!”

Konrad „Kokos” Kostecki
close

Be First to Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: